GrupaKajaki.pl – Nasi na Olimpiadzie cz.3: Oblężenie Monachium
 
Strona główna | Mapa strony | Profil (już wkrótce)
grupakajaki.pl
 
Nie masz konta? Zarejestruj się
 

Newsletter:
 
 
21-styczeń-2011
 
Nasi na Olimpiadzie cz.3: Oblężenie Monachium

Medal z IO w Monachium w 1972 roku (źródło: olypmic.org)

Po udanych Letnich Igrzyskach Olimpijskich w 1960 roku przyszedł czas straconych nadziei i marzeń kajakarzy na imprezach w Tokio w 1964 roku oraz w Meksyku w roku 1968. Polscy sportowcy zdobywali na krańcach świata liczne medale... lecz pośród tych sukcesów brakowało nazwisk członków osad kajakarskich. Do ich następnego sukcesu „na medal” musieliśmy czekać długie i bezlitosne 12 lat.

» Czytaj także: Nasi na Olimpiadzie cz.2: Pierwsze medale

Niechlubna sława

XX Letnie Igrzyska Olimpijskie w 1972 roku, odbywające się w Monachium, stały się głośne i słynne, a poprzez to na trwałe zapisały się w historii, jak dobrze pamiętamy, nie z powodów czysto sportowych. Wtargnięcie palestyńskich terrorystów na teren wioski olimpijskiej, pojmanie i zamordowanie jedenastu sportowców pochodzenia żydowskiego przyczyniły się do czarnej sławy ówczesnej Olimpiady.


Od strony medalowej zaś, to trzeba z dumą przyznać, po raz trzeci z rzędu były to udane dla Polski Letnie Igrzyska Olimpijskie. 7 złotych medali, 5 srebrnych i 9 brązowych, dające ostatecznie Polsce 7 miejsce w klasyfikacji generalnej na 121 państw uczestniczących w imprezie, to wynik dalece więcej niż tylko „satysfakcjonujący”.

Upragniony medal

Wciąż niesatysfakcjonujące były dla nas wyniki zmagań kajakarskich – owszem, pojawił się brąz, ale tylko w jednej konkurencji. Większość monachijskich zmagań kajakarskich została zdominowana przez reprezentantów ZSRR i NRD, jedynie w konkurencji K-1 mężczyzn na 1000 metrów żaden z nich nie zdobył złota – obaj reprezentanci znaleźli się tuż za podium.

Wspomniane trzecie miejsce dla Polski zajęli dwaj panowie: Władysław „Suchy” Szuszkiewicz i Rafał Piszcz w kajakarskiej „dwójce” na 1000 metrów. Na metę dopłynęli z czasem 3:33.83, tuż za zawodnikami z Węgier (3:32.00) i Związku Radzieckiego (3:31.23). „Suchy” wykorzystał swą ostatnią szansę, gdyż po poprzednich startach olimpijskich w Tokio i Mexico City, ten w Monachium miał być ostatnim w jego karierze. Na szczęście tym razem mógł się pochwalić medalową zdobyczą (nie licząc 33-krotnego Mistrzostwa Polski) i spokojnie w poczuciu spełnienia powrócić z radością do swojego domu w Szczecinie (choć, podobnie jak żona, pochodził z Wilna).

Sztuka ta nie udała się, niestety, żonie „Suchego”, Izabelli Antonowicz-Szuszkiewicz, dla której Monachium było również trzecim z kolei i ostatnim w karierze startem olimpijskim. Dotychczas, ta 21-krotna mistrzyni Polski, zajmowała 8 miejsce w Tokio oraz 9 miejsce w stolicy Meksyku. Tym razem było nieco lepiej, gdyż w parze z Ewą Grajkowską-Stańko uplasowały się w wyścigu na 500 metrów na 6 pozycji, oddając pole zawodniczkom z ZSRR, NRD, Rumunii, Węgier i RFN. Nie mogło to jednak w pełni zaspokoić marzeń utalentowanej kajakarki z Wilna, która z pewnością marzyła o zakończeniu kariery olimpijskiej w podobnym stylu co jej mąż. Niestety nie udało się...

Slalomem do celu

Blisko podium była także Maria Ćwiertniewicz i Kunegunda Godawska-Olchawa, które w kobiecym slalomie zajęły kolejno 4 i 5 miejsce, zdobywając 432.30 i 441.05 pkt. Konkurencję zdominowały Niemki – zawodniczka NRD zdobyła złoto (364.50 pkt), a dwie kolejne pozycje zajęły reprezentantki RFN (398.15 i 400.50 pkt). Pierwsza z Polek na szczęście porażkę miała sobie odbić już wkrótce, zostając w 1973 roku srebrną medalistką Mistrzostw Świata w Muotathal (w Szwajcarii) i pierwszą Mistrzynią Świata polskiego kajakarstwa w Skopje w 1975 roku. W historii polskiego sportu zatem zapisała się dość trwale. Tymczasem Kunegunda Godawska-Olchawa osiągnęła wówczas szczyt swoich możliwości.

Wysoko uplasowali się również: Jan Frączak i Ryszard Seruga, którzy zajęli 5 miejsce w slalomie kanadyjskiej dwójki, choć na dobrą sprawę do pierwszych czterech miejsc mieli sporą stratę, niemal 40 pkt do zawodników na czwartej pozycji (329.57 pkt) i ponad 50 pkt do zwycięzców z NRD (310.68 pkt). Drugie miejsce zajęli RFN-owcy (311.90 pkt), a trzecie Francuzi (315.10 pkt). Polacy uzyskali wynik 366.21 pkt.

W tej samej konkurencji startowały jeszcze dwie polskie osady, lecz uplasowały się one na dalszych pozycjach. Na dwadzieścia zgłoszonych osad para: Jerzy Jeż i Wojciech Kudlik (416.10 pkt) zajęli dopiero 13 pozycję, a Maciej Rychta i Zbigniew Leśniak (455.70 pkt) pozycję 17.

Dalej, dalej...i jeszcze dalej

Na tle wyników polskiej osady nieźle wypadł również Grzegorz Śledziewski, który zajął 8 miejsce (na 24 zawodników) w wyścigu na dystansie 1000 metrów. Nieco słabiej poradził sobie Jerzy Opara, który kanadyjką na 1000 metrów na metę dopłynął dziewiąty, lecz w jego konkurencji startowało tylko trzynastu zawodników, co już z pewnością umniejsza jego „sukces”.

W męskim slalomie kajakarskich „jedynek” wystartowało dwóch Polaków, z czego Jerzy Stanuch uplasował się na 14 pozycji, a Wojciech Gawroński na 23 pozycji na 37 zawodników startujących ogółem. Co ciekawe pierwsze pięć pozycji zajęli w tych zawodach niemieckojęzyczni sportowcy – wygrał reprezentant NRD (268.56 pkt), przed Austriakiem (270.76 pkt) i swoim rodakiem (277.95 pkt). Czwarte i piąte miejsce zajęli reprezentanci RFN (zdobywając kolejno: 282.82 i 288.01 pkt).

Dwaj 19-nastolatkowie z Polski zdobyli 317.09 i 343.10 pkt. Pozostali zawodnicy – Zbigniew Niewiadomski, Jerzy Dziadkowiec, Zdzisław Tomyślak, Andrzej Matysiak (czyli „czwórka” na 1000 metrów) i Jan Żukowski oraz Andrzej Gronowicz (kanadyjska „dwójka” na 1000 metrów), a także Stanisława Szydłowska na 500 metrów, nie zdołali zakwalifikować się do finałowych wyścigów, zamykając tym samym listę „osiągnięć” polskiej osady kajakarskiej na XX Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Monachium, w roku 1972.

Brutalne piękno sportu

W sumie można powiedzieć, iż nasi kajakarze prócz zaliczenia jednego brązowego medalu zajęli kilka niezłych pozycji, nie należy przy tym jednak zapominać, że historia olimpijskich startów pamięta przede wszystkim samych medalistów. A do tych znów zaliczył się tylko jeden polski kajakarz. W końcu przecież nawet najdrobniejsza przegrana w walce o podium to tylko element mniej znanej światu historii – liczą się tylko ci, którzy w blasku fleszy stanęli na „pudle”. I to jest w sporcie brutalne... ale i zarazem piękne.

Tomasz Merwiński


 
Zobacz także
 
Zaloguj się, aby dodać komentarz.


 


 

Partner strategiczny

Partner merytoryczny