| Nie masz konta? Zarejestruj się |
W lekko mroźne popołudnie „spotkaliśmy się” ze Zbyszkiem i gronem Jego przyjaciół z wszystkich wybrzeżowych klubów kajakowych, aby uczestniczyć w Jego ostatnim ziemskim spływie kończącym się na niebieskich szlakach wyśpiewywanych przez Niego Wysp Galapagos.
Nie potrafię pisać o Nim w czasie przeszłym i to chyba dobrze, tak trzeba.
Stojąc w kręgu rodziny i kajakarzy nad urną z Jego prochami zaczął mi się przesuwać prawie 20-letni film z mojej – naszej – Ostańców – historii. Impulsem do niego było pożegnanie Dziadka Zbyszka przez jedną z Jego 6 wnuczek, która rozpoczęła to charakterystycznym głosem i zwrotem Zbyszka – ZBIGNIEW ZIELIŃSKI – POLSKA PÓŁNOCNA.
Niestety nie pamiętam dokładnie kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy.
|
|
Było to na pewno podczas jednego z zebrań ówczesnej Wojewódzkiej Komisji Turystyki Kajakowej PTTK przy Regionalnym Ośrodku Programowym PTTK w Gdańsku, której Zbyszek przez wiele lat był Sekretarzem, zawsze roześmiany, dowcipkujący i snujący niekończące się opowieści o koleżankach i kolegach ze szlaków całej Polski i nie tylko. Nierzadko rozpoczynał swoim charakterystycznym i barwnym głosem 100 lat na cześć solenizanta, który właśnie wtedy obchodził imieniny. To wtedy Zbyszek przekomarzając się mówił do mnie „słuchaj to ty mówisz, że w Sopocie jest klub kajakowy, nic o nim nie wiem, ale to ja się muszę do niego zapisać, jeżeli mnie przyjmiecie”. Oczywiście był to dla nas honor wielki i z otwartymi rękoma oficjalnie przyjęliśmy Zbyszka do „Ostańców” 20 czerwca 1996 roku. Pływać z nami zaczął nieco wcześniej i to w szczególnym momencie.
Wczesnym latem 1995 roku Zbyszek zamiast pojechać jak zwykle z grupą swoich przyjaciół na czele z Edkiem Freundem na swój ulubiony Międzynarodowy Spływ Kajakowy na Brdzie im. Marii Okołów-Podhorskiej, na którym pływał „od zawsze” (na pewno był na nim ponad 30 razy) musiał pójść do lekarza. Diagnoza była jednoznaczna, konieczna jest natychmiastowa operacja, która pozbawiła Zbyszka żołądka. Nie załamał się, schudł, ale ze spokojem i wiarą w szybkie wyleczenie poddał się dalszemu leczeniu w okresie rekonwalescencji. Zaczął wracać na jego twarz uśmiech zwiastujący powrót do „normalności”, pełny radości życia. Na którymś z wiosennych zebrań Komisji zagadnął czy nie mógłby popłynąć z „Ostańcami” na mały klubowy spływ w okresie Tygodnia Dzikich Wód na Popradzie i Dunajcu
I tak to się zaczęło – pierwszym spływem Zbyszka z nami była Płytnica, którą rozpoczęliśmy w Boże Ciało po mszy św. z procesją w Sypniewie 6 czerwca 1996r., spływ zakończyliśmy w niedzielę na Rurzycy 10 czerwca 1996r.
Ten spływ dla Zbyszka był w pewnym sensie testem, czy będzie mógł pływać tak jak dawniej. Codziennie po spływie, ale przed głównym obiadowym posiłkiem, po konsultacji z „Generałem” czyli naszym klubowym Kolegą Andrzejem Steciem, lekarzem próbował jeść wszystko to co i my, może trochę w mniejszych ilościach i codziennie wieczorem dla animuszu próbował innego napitku przed i w czasie śpiewów przy ognisku. Próba wypadła pomyślnie i Zbyszek powrócił na szlaki kajakowe, a za niespełna miesiąc już był w naszym Klubie. Pamiętał ten spływ i zawsze go wspominał mówiąc, że właśnie wtedy uwierzył, że jeszcze będzie pływał i nam to zawdzięcza, wtedy też przeniósł się do naszego Oddziału PTTK im. dr Aleksandra Majkowskiego i zaczął z nami pływać. Od początku przynależności do Klubu, na zebraniu sprawozdawczo-wyborczym w dniu 14.X.1996r. została mu powierzona funkcja skarbnika, którą pełnił do śmierci przez prawie 5 kadencji. W tymże 1996r. był na Redzie i po raz pierwszy na Spływie Kajakowym im. Stanisława Bielikowicza (był to już XIII spływ, na który przygotował autorski śpiewnik) na Słupi.
Na spływach im. St. Bielikowicza był osiem razy w latach 1996-2005 przepływając 1440 km, dzięki czemu zdobył proporzec w stopniu srebrnym, poznał całą naszą grupę, którą jak twierdził bardzo lubił i co najważniejsze rozśpiewał, od razu stał się naszym klubowym „zapiewajło” często wspomagając się trabką i organkami. Znakomicie się rozumieli i uzupełniali przy ogniskach z naszym klubowym kapelanem ks. Rajmundem Lamentowiczem grającym na gitarze, z którego rąk otrzymywał komunię św. służąc do mszy św.
Do dziś mamy w uszach Jego Javorinę, która niosła się po okolicznych łąkach prawie co wieczór śpiewana do późna na biwakach przy ogniskach i nie tylko. Miał dwa składaki, z reguły pływał jedynką, choć nie unikał pływania 2-ką. Po pechowej wywrotce na Słupi naszej Seniorki Honorowego Członka Klubu ś.p. Izabelli Horodeckiej, Zbyszek dostąpił zaszczytu i przez kolejne 2 spływy pływał z nią, której płynąc podśpiewywał w kajaku.
Na XV Jubileuszowy Spływ im. St. Bielikowicza Wartą w 1998r. Zbyszek ułożył Pieśń na cześć Stanisława Bielikowicza, która stała się hymnem spływu, jest twórcą również melodii. Razem przepłynęliśmy wiele szlaków m.in. Obrzycę, Obrę, Wartę, Łynę, Studnicę, Wieprzę, Radew, Omulew i Sawicę oraz Żejmianę i Wilię oraz Niemen na Litwie. Radością z pływania potrafił zarazić wszystkich, nawet w trudnych chwilach wśród czasem zmęczonych zwłaszcza mniej wprawnych uczestników wywoływał uśmiech. Dla niego zabłądzenie na szlaku – tak było na szlaku Obry – było najciekawszym zdarzeniem, przygodą do której często wracał podczas ognisk, że on Stary wyga tak się dał „wykołować” Obrze, to dzięki niemu zaczęli z nami pływać Jego przyjaciele ze Śląska Halina i Gienek Poczontek z wnuczką. Dla Zbyszka nie było niepogody – trzeba przyznać, że z reguły była, czy przeszkód których nie można pokonać.
Na swoje 70-te urodziny w 2002r. zrobił nam „niespodziankę”, ogłosił, że przechodzi na kajakową emeryturę i już. Nikt w to nie wierzył, ale Zbyszek faktycznie Wieprzą nie płynął, na szczęście słowa nie dotrzymał i wrócił do pływania (wtedy miał udokumentowane 179 wycieczki kajakowe w czasie których przepłynął 20273km na szlakach nizinnych i górskich całej Polski oraz zagranicznych). Ostatnie spływy Zbyszka z „Ostańcami” były w 2005r. – to wiosenny spływ z Uniejowa do Bydgoszczy Wartą – kanałem Ślesińskim – Notecią i kanałem Górnonoteckim i Bydgoskim, który mu sprawił wiele radości jak to jeszcze często później podkreślał gdyż mógł dotrzeć kajakiem do sanktuarium Matki Boskiej w Licheniu oraz XXII Spływ im. Stanisława Bielikowicza na Omulwii i Sawicy, na które po raz wtóry po wielu latach powrócił. Potem jeszcze pływał chyba przez 2 lata ze swoimi przyjaciółmi ze Śląska, ale już typowo rekreacyjnie, był m.in. na czarnej Hańczy i Rospudzie, nadal spotykał się z przyjaciółmi na Brdzie. Pewnie teraz jego książeczka wycieczek kajakowych obejmuje ponad 185 pozycji z ponad 21.000km.
Prawie zawsze był na klubowych zakończeniach sezonu turystycznego, które co roku odbywały się w innej miejscowości i były połączone z wycieczką krajoznawczą, kończące się uroczystą biesiadą turystyczną nierzadko ciągnącą się długo w nocy, podczas której Zbyszek nam śpiewał, a my z nim. Był w latach 1999-2009 z nami 9-krotnie, na wszystkich -leciach klubowych czyli 15, 20 i 25-leciu. Na zawsze w pamięci pozostanie nam spotkanie w 2007 roku w Lutrach na Warmii, kiedy obchodziliśmy Jego 75 urodziny. Na zakończenie części oficjalnej poświęconej Jemu wzruszony zaśpiewał nam swoją pieśń, którą śpiewał z rzadka, w chwilach dla niego zapewne ważnych. Była to pieśń poświęcona Matce. Do ciebie, mamo w wykonaniu Zbyszka do dziś tkwi zapewne w sercach „Ostańców”.
Na rozpoczęciach sezonów turystycznych które z reguły były w końcu stycznia połączone z kuligami nie bywał, gdyż nie mógł (był tylko raz w 2008r. w Matytach koło Zalewa) gdyż wtedy były jego urodziny – 28 styczeń, a to był dzień szczególny dla niego nie ze względu na urodziny, ale na spotkanie rodzinne. Był to dzień kiedy do Zbyszka przybywały ukochane córki z wnuczkami, które szczególnie hołubił (na kajaki też pływały z nim). Trzeba pamiętać, że rodzina dla Zbyszka zawsze była na pierwszym miejscu z Jego ukochaną żoną Czesią jak nam zawsze mówił. Był głęboko wierzącym. W niedalekiej przeszłości nierzadko szedł ze swoją trąbką do swojego kościoła parafialnego i podczas mszy św. śpiewał z udziałem trąbki też.
Czas płynął, Zbyszek już przyzwyczaił się do trochę zmienionego trybu odżywiania, choroba na szczęście minęła na wiele lat, ale niestety po 10 latach wróciła w innej postaci. Nie skarżył się, nie załamywał, był dzielny, walczył z chorobą i nadal w miarę możliwości był z nami. Nie pływał, ale od wiosny do jesieni prawie codziennie jeździł na ukochaną przez żonę działkę. Czasami u siebie lub u kolegów z którymi się spotykał, wspominaliśmy przebyte szlaki nie tylko kajakowe, często rozmawialiśmy telefonicznie.
Taki był Zbyszek i taki na zawsze pozostanie w naszej pamięci.
Teraz już zapewne dotarł do swojej ostatecznej przystani i pływa u Pana po niebieskich szlakach, które go zapewne zaprowadzą do Jego Galapagos o których on często śpiewał, o nich mówiła w zakończeniu pożegnania wnuczka.
Zbyszku nie żegnamy Cię, pamiętamy o Tobie, mówimy do zobaczenia.
Stanisław Maciej Gębski; Gdańsk, 10 styczeń 2011r.
P.S.
Wspomnienie obejmuje wprawdzie tylko działalność Zbyszka w „Ostańcach”, ale chciałbym uzupełnić je choć w części znanymi mi faktami z ust Jego przyjaciół z bogatej działalności trwającej ponad pół wieku.
Zbyszek urodził się 28 stycznia 1932r. w Tczewie, okres wojny przeżył w Bydgoszczy, gdzie uczęszczał do szkoły w której perfect opanował język niemiecki co później nie raz wykorzystywał. W Bydgoszczy też rozpoczęła się przygoda z wioślarstwem, a od 1948r. z kajakarstwem. Po przeniesieniu się do Gdańska podjął pracę w ówczesnej Stoczni Gdańskiej im. Lenina, w której pracował na różnych stanowiskach aż do przejścia na emeryturę. W stoczni też należał do Oddziału Stoczniowego PTTK i Klubu Kajakowego „Perkoz”. Z tego Oddziału przeniósł się później do Sopockiego w którym od 2004r. aż do śmierci pełnił funkcję przewodniczącego Sądu Koleżeńskiego. Od zawsze związany był z wybrzeżowymi klubami kajakowymi, najpierw z „Żabim Krukiem”, później wspomnianym „Perkozem” i w końcu przez prawie 15 lat z „Ostańcami”. Pływał na spływy również z „Trzciniakiem”, „Bałtykiem” i „Wodniakiem”. Przez wiele lat był Sekretarzem Wojewódzkiej Komisji Turystyki Kajakowej. Posiadał uprawnienia przodownika turystyki kajakowej PTTK I stopnia oraz instruktora kajakarstwa Polskiego Związku Kajakowego. Zdobył wszystkie stopnie turystycznej odznaki kajakowej (TOK) z diamentowym włącznie, zwieńczeniem jego dokonań było przyznanie mu odznaki ICF w stopniu brązowym (srebrnej już nie zdążył zweryfikować).
Przez wiele lat był w składzie organizacyjnym najważniejszych spływów na Wybrzeżu na czele ze „Złotymi Liśćmi” na którym był opiekunem grup niemieckich i „Wdą”. Pływał prawie na wszystkich szlakach krajowych i wielu zagranicznych (zwłaszcza w Niemczech m.in. na Sprewie, czy w maratonie 100-kilometrowym), był okres kiedy brał udział we wszystkich najważniejszych spływach kajakowych organizowanych przez PTTK i PZKaj., często uczestniczył w Ogólnopolskich Zlotach Przodowników Turystyki Kajakowej oraz w naszych Wojewódzkich oraz KNAK-ach (Krajowych Naradach Aktywu Kajakowego). W latach 70 i 80-tych XX wieku był inicjatorem, czasami organizatorem lub współorganizatorem z reguły niewielkich spływów o charakterze wypraw („wysyp”) kajakowych, które czasami przybierały formę maratonów, niekiedy były to spływy penetracyjne, poprzedzające spływ właściwy. Należy wymienić choć kilka ze względu na walory i „wartość kajakową”. Zacznijmy od 1977r. kiedy Zbyszek był organizatorem spływu Pasłęką z jeziora Morąg do Nowej Karczmy na Mierzei Wiślanej w ramach Ogólnopolskiego Zlotu Stoczniowców, potem był spływ penetracyjny szlakiem Omulwią i 17 jeziorami z Jabłonki do Olsztyna w 1978r. Z kolei następne spływy miały już charakter „maratonów”, na czele z maratonem do Zegrza w którym Zbyszek też brał udział. W kolejności było to m.in. następujące spływy:
- 1975r. – Sanem i Wisłą z Leska do Zawichostu – 309 km, którego był organizatorem,
- 1978r. – Narwią-Bugiem i Wisłą z Siemianówki do Gdańska – 862 km, którego był współorganizatorem,
- 1980r. – Rospudą – Kanałem Augustowskim – Biebrzą i Narwią z Filipowa do Pułtuska – 380 km,
- 1982r. – Wartą z Częstochowy do Gorzowa Wielkopolskiego – 676 km,
- 1983r. – Wieprzem i Wisłą z Krasnobrodu do Modlina – 460 km,
- 1984r. – Wkrą z Działdowa do Modlina – 220 km, którego był organizatorem.
I tak by jeszcze można długo wymieniać, gdzie Zbyszka nie było, ojczyste szlaki znał prawie wszystkie i wszyscy Go znali.
Był wielokrotnie wyróżniany i odznaczany, m.in. Złotą Honorową Odznaką PTTK, Zasłużonym Działaczem Turystyki też w stopniu najwyższym złotym, medalem 50-lecia PTTK i wieloma innymi.
Zbyszek zmarł w domu 5 grudnia w niedzielne popołudnie 2010r. Urna z jego prochami została złożona na Cmentarzu Komunalnym w Sopocie przy ul. Malczewskiego 31 (kwatera D, grób 13 w II rzędzie za murem kolumbarium). Uroczystą koncelebrowaną mszę św. odprawił ks. kanonik Rajmund Lamentowicz proboszcz parafii p.w. św. Barbary z Gdańska, kapelan „Ostańców” wspólnie z miejscowym księdzem podczas której w krótkiej homilii pożegnał Zbyszka. Nad grobem pożegnała Zbyszka jedna z jego ukochanych wnuczek.
S. M. Gębski